Litwa i Łotwa Urwisko nad Niemnem Gdzie tym razem pojechać na wakacje? Takie pytanie sobie postawiliśmy z Matim. Rozważaliśmy także Ukrainę, ale w końcu stanęło na krajach nadbałtyckich. Któregoś wieczoru, logując się na stronę snowboard.com zupełnie przypadkowo natrafiłem na pewną sympatyczną internautkę o imieniu Linda, która okazała się być Łotyszką. To mi podsunęło pewien pomysł. Po paru dniach znajomości ustaliliśmy, że spotkamy się w Rydze :). Co lepsze, mój tato wpadł na pomysł, aby przejechać się do Wilna i odwiedzić dalszą rodzinkę. Tak więc wyruszyliśmy w trójkę :) Podróż w Polsce minęła bez większych ekscesów, nie licząc jednego Litwina, który jadąc TIRem grubo powyżej limitu na jednopasmówce cudem uniknął czołówki. I z pewnością by do tego doszło, gdyby auta z naprzeciwka nie zjechały na pobocze, a ciężarówka którą on wyprzedał nie zwolniła. Byliśmy praktycznie przekonani, że dojdzie do poważnego wypadku - nie wiem co to za koleś prowadził, ale jeśli robi to każdego dnia, to z pewnością nie stanowi już więcej zagrożenia. Dotarliśmy do granicy, po raz pierwszy użyłem dowodu zamiast paszportu przy jej przekraczaniu (od niedawna w UE :)). Wilno i okolice Jesteśmy na Litwie. Pierwsze wrażenie - mają lepsze drogi niż w Polsce. I to dużo, bo przez znaczną część drogi do Wilna jechaliśmy dwupasmową autostradą w idealnym stanie. Potem niestety standard się trochę pogorszył, ale i tak dało się jechać. W pewnym momencie naszą uwagę przykuł pewien zjazd z interesującym widokiem. Jak się później okazało, była to rzeka Niemen. Centrum rekreacyjne, okolice Wilna Niesamowite wrażenie robi widok z urwiska na kolano rzeki wysadzane dookoła wysokimi drzewami. Nienaruszone cywilizacją. Udało nam się usiąść przy stoliku z podobnym widokiem w jedynej dostępnej restauracji. Zjedliśmy pysznego suma (ok. 20 LTL) i wypiliśmy po browarku (4 LTL). Idealny postój, aby zregenerować siły na dalszą podróż. Może warto było przeczytać książkę "Nad Niemnem"? :) Chyba lepiej po prostu zobaczyć tą rzekę w całej okazałości :). Dotarliśmy do miejscowości Skaidiskes. Po niecałej godzinie poszukiwań właściwego bloku (były rozmieszczone losowo w taki sposób, że nr 3 był tuż obok nr 46 i nr 15) dotarliśmy na miejsce do rodzinki - pierwsza wizyta. Wszyscy się zebrali w sam czas na imprezę. Piliśmy lokalne specjały, takie jak piwo niepasteryzowane, o dość specyficznym smaku lub lokalny alkohol "Starka" o kolorze whiskey, idealnie smakujący z colą - rewelacja. Centrum Wilna Rano następnego dnia rozpoczeliśmy zwiedzanie, najpierw bezpośrednie okolice Wilna. Pierwszą atrakcją było coś w stylu zbudowanego na nowo zabytkowego dworu rycerskiego, bardzo starannie wystylizowanego z pełną gamą różnych dodatków takich jak karuzele, pomosty, kaskady, strumyki czy punkty widokowe. Udaliśmy się w stronę Wilna. Na samym początku zaskoczył mnie kościół w którym mszę wyprawiano w języku polskim. To zastanawiające, ale polski jest dość popularny na Litwie i często go słychać na ulicach. Głównym punktem widokowym jest zameczek, gdzie także znajduje się muzeum rycerskie. Wilno na dobrą sprawę to bardzo prężne i rozwijające się miasto, widać duży napływ inwestycji. Mimo faktu, że jednak większość budynków ma już swoje lata, to są one bardzo zadbane, co dodaje miastu zabytkowego wizerunku. Generalnie takie właśnie jest Wilno - dużo zabytków, kościołów i kapliczek a co za tym idzie także turystów :). W pewnym stopniu pokrewieństwo z Polską. Bynajmniej nie językowe, witając się z kimś mówimy "labas rytas", żegnając "visa gero", natomiast zamawiając dwa piwa powiemy "du alus". Wieczorem gramy w I Svei Kata, czyli Na Zdrowie! backgammon, znane tu jako "szaszki". Następnego dnia bierzemy z Matim poranny autobus do Rygi i uderzamy w stronę stolicy Łotwy. Ryga i najlepsze imprezy nad Bałtykiem... Na dworcu w centrum Rygi od razu zahaczyła nas jakaś babka z ofertą noclegu za €12. Tak więc problem spania mamy z głowy. Zapewne udałoby się znaleźć coś tańszego, ale stwierdziliśmy że nie ma sensu marnować na to czasu, szczególnie że mamy wszędzie blisko na pieszo, a w hostelu panuje spoko międzynarodowy klimacik, ludzie z różnych części Europy i Świata. No to wyruszamy na miasto. Umówiliśmy z Lindą i jej koleżanką przy nowo wybudowanym, bardzo stylowo wykończonym dworcu, który sprawiał wrażenie dumy miasta i częstego miejsca spotkań. Dziewczyny oprowadziły nas po mieście, a na końcu dotarliśmy do przyjemnego baru o nazwie "John Lemon", gdzie pracowała koleżanka Lindy. Na wieczór poleciły nam klub Pulkvedim, który znajduje się praktycznie na przeciwko pubu w którym siedzieliśmy. W gruncie rzeczy nie mieliśmy pomysłu co zwiedzać, a chcieliśmy także skoczyć nad morze - doradziły nam miejscowość Ventspils. Niestety Linda następnego dnia wyjechała na camping i niestety nie było okazji się więcej spotkać. No to rozpoczynamy imprezowy tydzień :). Już na samym początku coś rzuciło nam się w oczy - dziewczęta są ponadprzeciętnie zgrabne i Rad, Matt & Bruno. Imprezka w Pulkvedim ładne, jak nigdzie indziej, a na pewno nie na zachodzie :). Bez problemu można nawiązać znajomość, czy to na imprezie czy nawet na ulicy. Chodzi tu chyba o to, że nie ma aż tylu turystów i ludziom jeszcze się to nie zdążyło znudzić. Widać pozytywną reakcję, gdy powiemy, że jesteśmy z Polski. Gdzieś na ulicy dostaliśmy ulotkę o imprezie w klubie Nautilius (wystrój jak statek piracki i o ile dobrze pamiętam - trzy parkiety). Spytaliśmy całkiem spoko panienkę stojącą przed sklepem jak trafić w to miejsce. "I will show you, but we have to wait for my friend". A po paru minutach pojawiła się jej jeszcze lepsza koleżanka :). Zaprowadziły nas do klubu, który okazał się jeszcze zamknięty (była dopiero 21), wobec tego zaproponowały, abyśmy z nimi skoczyli na pizze i deser lodowy, co też uczyniliśmy :). Impreza w Nautiliusie była bardzo udana, zostaliśmy do końca, a nawet po imprezie skoczyliśmy jeszcze na afterka do jedynego otwartego baru w mieście. Było już grubo po szóstej, ale chętnych nie brakowało. Tam poznaliśmy kilka osób, między innymi Elliota, zioma z Anglii, który ostatnie pół roku siedział w Australii i wszystkich wkręcał krzycząc "Australia is the future" :). Następnego dnia wszyscy ustawiliśmy się na imprezę w Pulkvedim, wraz z Anglikami oraz dwójką francuzów od nas z hostelu. Ostro zabalowaliśmy :). Mimo faktu, że rosyjski teoretycznie brzmi podobnie jak polski, najlepiej jednak komunikować się po angielsku, z czym nie ma najmniejszego problemu, przynajmniej w stolicy. No właśnie, w stolicy... Ventspils to chyba jakaś pomyłka Innego dnia udaliśmy się na wycieczkę do Ventspils. W sumie myśleliśmy, aby zostać tam dłużej, ale jak się okazało, miasto było dość opustoszałe, nie wiedzieć czemu, ale sprawiało wrażenie idealnie przygotowanego na plażowiczów kurortu, w którym ciężko było kogokolwiek spotkać na ulicy. Obelisk w centrum Rygi Spacer po samym mieście jest ciekawą atrakcją, gdyż jest to bardzo bogate miasto portowe (handel morski z Rosją i innymi krajami). Widać olbrzymie nakłady finansowe na dopieszczenie każdego widocznego fragmentu miasta w jak najdrobniejszym detalu, wszystko bardzo estetyczne i schludne, z odrobiną fantazji, jak na przykład metalowe krowy wiszące na lampach (z okazji jakiegoś lokalnego święta), równiutko przystrzyżone kolorowe trawniki, bardzo oryginalne i nietypowo wykonane pomniki, statuetki czy rzeźby. Promenada przy morzu i dojście do portu jest starannie wybrukowane i przeplatane różnymi elementami ozdobnymi. Po prostu szok. Nigdy nie widziałem bardziej zadbanego miasta. Może zimna woda wywiała ludzi z miasta? W sumie to faktycznie nie była za ciepła :) Jak się okazało sporym problemem było załatwienie tu czegokolwiek, gdyż nikt nie mówił po angielsku, nie rozumieli nawet słowa "camping". Po sporych wysiłkach udało nam się dostać pokój w nowoczesnym akademiku studenckim - także opustoszałym, ale w przystępnej cenie (4 LVL). Przeszliśmy się główną uliczką w centrum, gdzieniegdzie jest ruch, pytamy gdzie można coś zjeść i zostaliśmy pokierowani do jednego z drożej wyglądających lokali w mieście, a jak się okazało jedynego otwartego o tej porze i wcale nie aż tak drogiego - pełen obiad z bronkiem kosztował ok. 3 LVL. Następnego dnia zaszaleliśmy i poszliśmy na jeszcze lepsze żarcie do innej restauracji :). Miasto tanie i bardzo zadbane, ale jednodniowa wizyta w zupełności wystarczy. Może w sezonie coś więcej się tam dzieje, ale z drugiej strony, kiedy ma być tam sezon, jak nie na początku sierpnia? :) Tuż przed wyjazdem zamawiamy piwko w barze przy dworcu. Mati mówi "two light beers from freezer", a co sprzedawczyni Na aftereku po Imprezie "Ok", po czym nalała nam dwa ciemne piwa z kija :). Tym zabawnym akcentem kończymy naszą przygodę w Ventspils i wracamy do Rygi :). Kierowca autobusu (podobnego do naszych PKS'ów) nie kojarzył zbytnio co się do niego mówi. Jednak gdy go poprosiłem aby się zatrzymał, bo muszę skorzystać z toalety, niezwłocznie po paru minutach to uczynił robiąc postój w środku pola. Duży plus za uprzejmość kierowców :). Enchanted by Riga Jurmala to mieścinka niedaleko Rygi, polecona przez Rosjan, z którymi imprezowaliśmy jednego wieczoru. Znajduje się tam wypasiony Aqua Park z wieloma atrakcjami, między innymi zjeżdżalniami z pomiarem czasu zjazdu oraz drink barem w wodzie z bąbelkami. Wybraliśmy się tam z Anglikami na cały dzień. Można się ostro wyszaleć. W drodze powrotnej nie uwzględniliśmy jednej rzeczy - beztrosko spijając browarki, okazało się że nie ma kibla w całym pociągu (!). Tak więc podróż mimo tego, że dość krótka, była męczarnią w końcówce. Jedna z wielu klimatycznych uliczek w Rydze Kontynuujemy melanż w Rydze. Wieczorem miasto robi na prawdę dobre wrażenie. Nie tylko za sprawą uroczych dziewcząt przechadzających się uliczkami. Ogólnie centrum miasta jest dość ściśnięte. Wszystko jest na miejscu, ludzie są aktywni i dużo z nich po prostu sobie chodzi z miejsca na miejsce. Wszędzie można dojść na pieszo, a miasta nie trzeba znać, bo zawsze gdy się zgubimy można bez problemu kogoś spytać o drogę. A także jak my to robiliśmy - wybadać lokalne imprezy. Jak dla mnie super miasto. Rozważaliśmy jeszcze, aby w międzyczasie jechać na Estonię, ale stwierdziliśmy że w Tallinie nie może lepiej, więc zostaliśmy w Rydze. Najchętniej dużo dłużej, ale niestety musieliśmy wracać, a do tego 12h autobusem do Warszawy. Na pewno trzeba będzie w Rydze jeszcze zagościć - oby jak najprędzej :) Parę ciekawostek: - W sierpniu w Ventspils do około godziny 23:30 jest jeszcze w miarę jasno
- Ryga ma zupełnie inny klimat niż Praga czy inne miasta specjalnie przygotowane pod turystów. Można poznać prawdziwy urok i klimat miasta dobrze wtapiając się w otoczenie. Łatwo poznać tutejszych mieszkańców
- Większość wyrazów w języku litewskim i łotewskim kończy się na literę -s
- Nie ma szans przepić Rosjan
Kilka informacji: Termin wyjazdu: Sierpień 2004 Czas trwania: 2 tygodnie Całkowity koszt wyjazdu: 1200 zł Waluty lokalne Litwa: 1 Lit = 100 centów Łotwa: 1 Łat = 100 santimów (santīmu) Kurs waluty (2007) 1 LTL = 1.10 PLN 1 LVL = 5.50 PLN 1 EUR = 0.70 LVL (70 santimów) Przykładowe ceny: Litwa Produkty spożywcze i alkohol w sklepie średnio 20% tańsze Łotwa Produkty spożywcze nieco tańsze Ryga generalnie lekko droższa niż Poznań czy Wrocław (ale tańsza od Warszawy) Ventspils ponad 30% tańsze niż Ryga Piwo w sklepie 0.30 LVL Piwo na imprezie w Rydze 1 LVL Wjazd na imprezy do 10 LVL Views: 1553
|
- Aby dodać swój komentarz wypełnij poniższe pola
| |